Nasza strona internetowa wykorzystuje pliki cookie, aby ulepszyć i spersonalizować Twoje doświadczenia oraz wyświetlać reklamy (jeśli występują). Nasza strona internetowa może również zawierać pliki cookie stron trzecich, takich jak Google Adsense, Google Analytics, Youtube. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. Zaktualizowaliśmy naszą Politykę Prywatności. Kliknij przycisk, aby zapoznać się z naszą Polityką Prywatności.

Bóbr pod tlenem, instytucje pod presją

Oceń materiał

Pilchowice nie skończyły się na martwych rybach

To jest już drugi poziom sprawy Pilchowic. Nie tylko „ryby padły w zbiorniku”. Problem wyszedł poza zaporę. Namuł, przyducha i pogorszone parametry wody przeszły na rzekę Bóbr, służby weszły w tryb kryzysowy, a Państwowa Inspekcja Sanitarna zaleca unikanie bezpośredniego kontaktu z wodą do czasu zakończenia badań osadów dennych.

Pilchowice miały być remontem zapory. Stały się testem państwa, instytucji, inwestora, nadzoru i społecznej kontroli. Na razie ten test pachnie mułem, przyduchą i komunikatami publikowanymi dopiero wtedy, gdy skutki są już widoczne gołym okiem.

Dolnośląski Urząd Wojewódzki potwierdził, że Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska prowadzi pobór próbek wody z rzeki Bóbr na odcinku kilkunastu kilometrów poniżej zapory. Równolegle badane są osady denne. Do czasu uzyskania wyników badań chemicznych i biologicznych Sanepid informuje o braku możliwości wykorzystywania Bobru do rekreacji, w tym spływów kajakowych, i zaleca unikanie bezpośredniego kontaktu z wodą. Jednocześnie według komunikatu woda z sieci wodociągowej pozostaje pod monitoringiem i do tej pory nie stwierdzono zagrożenia dla jakości wody przeznaczonej do spożycia.

Reklama

To ważne rozróżnienie. Nie ma dziś podstaw, by pisać o potwierdzonym skażeniu chemicznym osadów, bo na pełne wyniki badań trzeba czekać. Są natomiast podstawy, by pisać o potwierdzonym kryzysie tlenowym i pogorszeniu parametrów wody.

Tlen, którego zabrakło

WIOŚ wskazał bardzo niskie stężenie tlenu bezpośrednio przy zaporze. Według komunikatu Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego badania z 30 czerwca 2026 roku wykazały bardzo niskie natlenienie wody przy zaporze, co mogło mieć wpływ na śnięcie ryb. Badania z 1 lipca miały potwierdzać stopniową poprawę parametrów na dalszym odcinku rzeki poniżej zapory, a w Jeziorze Rakowickim parametry tlenu określono jako prawidłowe.

Dane publikowane na podstawie komunikatu WIOŚ pokazują skalę problemu. 30 czerwca przy zaporze w Pilchowicach nasycenie tlenem wynosiło 10 proc., poniżej zapory 8,2 proc., a w Nielestnie 50,5 proc. Dzień później, 1 lipca, przy zaporze nasycenie tlenem miało spaść do 0,3 proc., podczas gdy dalej w dół rzeki wartości rosły: w Nielestnie do 44,7 proc., w Marczowie do 42,3 proc., w Lwówku Śląskim do 43,8 proc., a w Rakowicach Wielkich do 99,9 proc.

To już nie jest zwykła „mętna woda”. To jest przyducha — stan, w którym organizmom wodnym zaczyna brakować tlenu. Przy takich wartościach pytanie nie brzmi, czy rybom było trudno. Pytanie brzmi, co jeszcze mogło tam przeżyć.

Instytucje wiedziały, kryzys przyszedł później

TAURON informował o remoncie zapory już 2 stycznia 2026 roku. Spółka podała wtedy, że TAURON Ekoenergia podpisał umowę o wartości ponad 93 mln zł na modernizację obiektów zbiornika wodnego Elektrowni Wodnej Pilchowice I. Wykonawcą została firma Naviga-Stal z Kiełczowa, a harmonogram zakładał prace przy różnym stopniu napełnienia zbiornika. Już w tamtym komunikacie wskazano, że planowane jest spuszczenie wody ze zbiornika.

To oznacza, że opróżnianie zbiornika nie było nagłym zdarzeniem. Było elementem zaplanowanej inwestycji. Tym bardziej trzeba pytać, gdzie zaczynała się realna ocena ryzyka środowiskowego, kto ją prowadził i czy zabezpieczenia były przygotowane przed kryzysem, czy dopiero po śnięciu ryb.

Wody Polskie podkreślają, że Zbiornik Pilchowice jest w administracji spółki TAURON Ekoenergia, która odpowiada za eksploatację obiektu oraz realizację prac remontowo-modernizacyjnych. Jednocześnie RZGW we Wrocławiu przypomina, że zadanie prowadzone jest na podstawie decyzji administracyjnych, w tym pozwolenia wodnoprawnego wydanego przez Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej we Wrocławiu. To pozwolenie miało określać warunki prowadzenia robót oraz obowiązki inwestora.

I tu jest sedno sprawy. Skoro warunki były, trzeba sprawdzić, czy zostały realnie wykonane, czy tylko zapisane w decyzji. Papier przyjmie wszystko. Bóbr — jak widać — już niekoniecznie.

Warunki były. Pytanie, czy wystarczyły

Według Wód Polskich pozwolenie wodnoprawne obejmowało m.in. obowiązek utrzymania przepływu nienaruszalnego, zapewnienia nadzoru ichtiologicznego podczas prac powodujących czasowe odwodnienie, prowadzenia robót w sposób niepowodujący zanieczyszczenia wód oraz monitorowania warunków hydrologicznych zgodnie z zatwierdzoną instrukcją gospodarowania wodą.

To nie są drobiazgi techniczne. To są punkty, które dziś powinny stać się osią kontroli. Kto sprawdzał przepływ biologiczny? Kto oceniał ryzyko przedostania się osadów dennych do Bobru? Kto przygotował plan awaryjnego natleniania wody? Kto zdecydował, że odłowy, monitoring i zabezpieczenia są wystarczające? Kto wiedział, że końcowa faza opróżniania zbiornika przypadnie na okres wysokich temperatur?

Bo jeśli aeratory pojawiają się dopiero wtedy, gdy rzeka jest już przyduszona, to nie jest profilaktyka. To reanimacja.

Dolnośląski Urząd Wojewódzki poinformował, że na wniosek TAURON Ekoenergia udostępnionych ma zostać 10 aeratorów, które do Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego dostarczy Państwowa Straż Pożarna. Równolegle TAURON Ekoenergia ma przygotowywać montaż zabezpieczeń ograniczających przedostawanie się osadów dennych do rzeki przy zachowaniu wymaganego przepływu biologicznego.

Brzmi to jak działanie potrzebne. Tylko że podstawowe pytanie brzmi: dlaczego dopiero teraz?

Reklama

Czytaj dalej

Powiązany temat

Reklama
Reklama

„Od chwili uzyskania informacji o śniętych rybach”

Wody Polskie piszą, że od chwili uzyskania informacji o wystąpieniu śniętych ryb podjęły działania w zakresie swoich ustawowych kompetencji. RZGW prowadzi kontrole terenowe na zbiorniku oraz na Bobrze powyżej i poniżej zapory. Wody Polskie pozostają też w kontakcie z WIOŚ, RDOŚ, Powiatowym Centrum Zarządzania Kryzysowego i Starostwem Powiatowym w Lwówku Śląskim.

To zdanie trzeba czytać bardzo uważnie. „Od chwili uzyskania informacji o wystąpieniu śniętych ryb” oznacza reakcję na skutek. A my pytamy o etap wcześniejszy: o nadzór nad procesem, który od początku oznaczał spuszczanie wody, odsłanianie namułów i ryzyko przyduchy.

Czym innym jest interwencja po martwych rybach. Czym innym jest kontrola ryzyka zanim ryby padną.

To właśnie powinno dziś interesować opinię publiczną. Nie tylko liczba martwych ryb, choć ona poraża. Nie tylko zapach, choć mieszkańcy mówią o uciążliwości. Nie tylko zdjęcia, choć one robią wrażenie. Najważniejszy jest ciąg decyzyjny: kto wiedział, kiedy wiedział, co zrobił i czy zrobił wystarczająco dużo.

Komunikaty nie zamykają sprawy

Komunikaty kryzysowe mają jedną słabość: pojawiają się wtedy, gdy kryzys już trwa. A odpowiedzialność zaczyna się wcześniej — przy decyzjach, harmonogramach, operatach, pozwoleniach, planach odłowu, nadzorze przyrodniczym i monitoringu.

Pilchowice nie są już tylko sprawą martwych ryb. To sprawa decyzji wodnoprawnej, nadzoru nad inwestorem, reakcji służb i pytania, czy państwo działało przed kryzysem, czy dopiero wtedy, gdy ryby zaczęły wypływać na powierzchnię.

Na tym etapie nie wolno przesądzać, czy doszło do skażenia chemicznego osadami. Wyniki badań dopiero mają to wyjaśnić. Ale wolno — i trzeba — pytać o przyduchę, namuł, utratę rybostanu, tempo reakcji oraz wykonanie warunków decyzji.

Bo Bóbr nie potrzebuje komunikatów, że jest monitorowany. Bóbr potrzebuje odpowiedzi, dlaczego w ogóle trzeba było go ratować.

Pytania, które powinny paść teraz

Do Wód Polskich: kiedy dokładnie RZGW uzyskał pierwszą informację o ryzyku pogorszenia jakości wody i możliwym śnięciu ryb podczas opróżniania Zbiornika Pilchowickiego? Kiedy uzyskano informację o faktycznym wystąpieniu śniętych ryb? Jakie kontrole przeprowadzono przed 30 czerwca 2026 roku?

Do TAURON Ekoenergia: jaki był plan środowiskowy opróżniania zbiornika? Kto odpowiadał za nadzór przyrodniczy i ichtiologiczny? Ile ryb odłowiono, ile padło, ile zutylizowano? Jakie zabezpieczenia przed przedostawaniem się osadów dennych do Bobru przygotowano przed końcową fazą opróżniania?

Do WIOŚ i GIOŚ: jakie są pełne wyniki badań wody i osadów dennych? Jakie były dokładne punkty poboru, godziny poboru i parametry wody? Czy zdarzenie może zostać zakwalifikowane jako szkoda w środowisku?

Do PZW Okręg Jelenia Góra: kiedy związek uzyskał wiedzę o harmonogramie opróżniania zbiornika? Jak wyglądały operaty rybackie, zarybienia i koszty z ostatnich lat? Jaki był udział PZW w planowaniu oraz realizacji odłowów?

Do Sanepidu: jakie są wyniki badań ujęcia we Wleniu, jakie miejscowości objęto zaleceniami i na jakich zasadach mieszkańcy mogą badać wodę z prywatnych studni?

Puenta

Pilchowice miały być inwestycją techniczną. Stały się sprawdzianem odpowiedzialności. Teraz nie wystarczy powiedzieć, że rzeka jest monitorowana, a parametry wody dalej od zapory się poprawiają. Trzeba pokazać dokumenty, decyzje, protokoły, wyniki badań, raporty z odłowów i harmonogram reakcji.

Bo ryby już nie przemówią.

Ale dokumenty powinny.

Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Sprawdź, co jest dalej

Ten temat ma więcej wątków — nie kończy się na tym artykule.

By Redakcja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *